niedziela, 17 lipca 2011

Po długiej przerwie - ciąg dalszy!

                                             ***
         Obudziłam się o dosyć późnej porze. Dochodziła już jedenasta.
          Byłam wniebowzięta! Ta noc była najpiękniejszą w moim życiu. Kiedy podniosłam się z łóżka dostrzegłam, że Stefan siedzi obok mnie.
- Dobrze spałaś? – zapytał czule.
- Nawet bardzo. Dziękuję ci, że wciąż jesteś przy mnie.
- To ja ci dziękuję – przybliżył się, wziął moją dłoń i delikatnie ją pocałował. – Eleno… Tak się cieszę, że znów jesteś w Mystic Falls. Rozmawiałem wczoraj z Bonnie i wiem, że jesteś trochę zagubiona, ale jak widzę, twoje wspomnienia wracają – uśmiechnął się. – nawet sobie nie wyobrażasz jak się czułem, kiedy musieliśmy cię odesłać. Broniłem się rękami i nogami, ale nie miałem wyboru. Nie chciałem cię stracić za nic w świecie. Nawet nie wiesz jak brakowało mi twojego dotyku, twojego uśmiechu, twojego sposobu bycia… Byłem wrakiem, a teraz znów wracam do życia! Wiedziałem, że kiedyś wrócisz. Czekałem na to tak długo…

- Także bardzo się cieszę z powrotu. Mam nadzieję, że nie będę już przemieszczać się pomiędzy dwoma światami. Bonnie i pani McCullough są silne. Z pewnością mi pomogą.
-Obiecujesz, że mnie nie opuścisz? Wiem, że nie powinienem wymagać od ciebie takich zapewnień, ale… Jedyne co mi zostało, to ty. Nie chce życia bez ciebie, stojącej obok mnie. Nie chcę też, byś była nieszczęśliwa. Decyzja należy do ciebie – powiedział, po czym spuścił wzrok.
- Stefanie, to ja powinnam cię prosić byś mnie nie opuszczał. Nie zasługuję na kogoś takiego jak ty!
- O czym ty mówisz, Eleno? Przecież wiesz, że nigdy cię nie zostawię – jeszcze bardziej się zbliżył i silnie mnie przytulił.
- W takim razie… Nie mam żadnych obaw. Będziemy razem aż do mojej śmierci i nic nam nie przeszkodzi.
-Właśnie taką odpowiedź chciałem usłyszeć, lecz najbardziej mnie martwi to, że po twojej… śmierci, moje życie nie będzie miało sensu. Dlaczego nie mogę być człowiekiem? – powiedział z pretensją w głosie.- Nie myśl o tym. Jestem pewna, że wszystko się ułoży – zapewniłam.
- Tez mam taką nadzieję – odpowiedział.
    Naszą rozmowę przerwało pukanie do drzwi.
- Eleno, śniadanie już na ciebie czeka. Zejdziesz? – usłyszałam głos Bonnie.
- Tak, oczywiście. Będę za pięć minut – odpowiedziałam pospiesznie, po czym szybko się ubrałam. Stefan zrobił to samo. Po kilku minutach oboje byliśmy w kuchni. Na stole stał dzbanek świeżej lemoniady, a naleśniki z syropem klonowym przyciągały swoim zapachem.
       Zza żółtawych zasłonek przebijały się promienie słońca. Ptaki śpiewały piękną serenadę na powitanie kolejnego dnia, a ja byłam w bajecznym nastroju. Do tego miałam obok siebie wymarzonego, troskliwego mężczyznę i najlepszą przyjaciółkę. Czegóż można chcieć więcej?
        -Wystąpił problem – odezwała się nagle pani McCullough. – Zabrakło mi liści marelii bagiennej, która wzmocni działanie naszego zaklęcia. Ostatnio widziano ją 2000 kilometrów stąd. Nie wiem, jak mogę się tam dostać. Bardzo was przepraszam – staruszka opuściła głowę.
- To żaden problem – zaprotestował Stefan. – Jeżeli wskaże mi pani drogę, to uda mi się tam dotrzeć i jeszcze tutaj wrócić w ciągu trzech dni. Dla wampira to nie tak wielki dystans. Oczywiście muszę zabrać samochód, by zachować pozory. 

środa, 29 czerwca 2011

Jeszcze dalszy ciąg:).

Z góry przepraszam, że tak długo nie pisałam:(. Brakowało mi czasu. Enjoy:).


Gdy przerwaliśmy, jeszcze dwukrotnie ucałował moją szyję.
- Wiem, że jesteś spragniony. Pozwalam ci – powiedziałam do niego.
-Eleno, wiesz, że nie mogę – odpowiedział.
- Możesz. Musisz. Jeżeli mnie kochasz – rzekłam pewnie, po czym odrzuciłam do tyłu długi pukiel włosów, okalających moją szyję.
Zbliżył się do mnie. Poczułam jego ciepły oddech na szyi, po czym wbił swoje kły w moją tętnicę. Nawet nie bolało. Wiedziałam, że „oddawanie krwi” sprawia ból tylko wtedy, gdy nie chce się tego zrobić. W moim przypadku było wprost przeciwnie. Chciałam zrobić wszystko, by tylko on był szczęśliwy. Jego radość była też moją radością.
 Kiedy tak staliśmy, coraz więcej starych wspomnień zaczęło wracać. Bal jesienny w szkole, piknik pod gołym niebem w Dzień Założyciela, pocałunek na diabelskim młynie, gdy Wesołe Miasteczko było zupełnie puste… Po chwili podniósł głowę i spojrzał prosto w moje oczy.
- Jesteś najpiękniejszym, co mogłem dostać od losu. Niczego więcej nie potrzebuje. Nadałaś sens mojej marnej egzystencji, dziękuję ci za to całym sercem  - powiedział i uśmiechnął się szczerze. – Czy pani Gilbert jest już zmęczona? To chyba czas na sen.
- Nie, nie bardzo… Chyba, że zostaniesz tutaj, ze mną – posłałam mu najpiękniejszy z uśmiechów.
- Nie próbuj uwodzić wampira moja droga, to może się naprawdę źle skończyć.
- Co masz na myśli?– zapytałam z uśmiechem na twarzy.
           Po chwili oboje leżeliśmy na łóżku, tuż obok siebie. Ponownie przybliżył swoją twarz do mojej, a potem… A potem poczułam jego ciepłe wargi na moich. Nie był to zwykły pocałunek. Tym razem Stefan w żaden sposób się nie ograniczał. Włożył w niego całe serce wraz ze swoja nieśmiertelną duszą. Ja zrobiłam to samo, nie potrafiłam pozostać mu dłużna.
         Po długiej chwili oderwaliśmy się od siebie. Nasze ciała nadal stanowiły jedność. Splecione i związane więzami miłości na wieczność.
         Po za naszymi nierównymi oddechami i głośnym biciem mojego oszalałego z miłości serca, nie słyszałam nic. Spojrzałam jeszcze raz w jego piękne, zielone oczy i już byłam pewna, że jestem najszczęśliwszą osobą na całym świecie.Jeszcze na chwilę przybliżyłam się do niego i ponownie pocałowałam. Tym razem bardzo subtelnie, delikatnie. 
Przytulił mnie do siebie bardzo mocno, a ja przyległam do niego całym swoim ciałem. Nie chciałam, aby dzielił nas chociaż jeden centymetr.
- Mówiłem – uśmiechnął się – że powinienem już chyba wracać. Ale mimo iż powinienem już pójść, nie potrafię zostawić cię tutaj samej. Zostanę przy tobie na noc. A może masz coś przeciwko?
    Podniosłam głowę i pocałowałam go w policzek. – A oto odpowiedź na twoje pytanie – powiedziałam.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Ciąg dalszy

Poczułam się właśnie jak jedna z księżniczek, które widniały na obrazach. A gdzie mój książę? Pomyślałam. Powinien już tu być. Odwróciłam głowę w stronę drzwi, a gdy ponownie spojrzałam na łoże, leżał na nim Stefan.
   Jego zniewalający uśmiech mącił mi w głowie.
-Przepraszam, że musiałaś na mnie tak długo czekać, Eleno. Musiałem… cos załatwić – powiedział i ponownie się uśmiechnął.
-Nie ma sprawy. Warto było poczekać. A tak w ogóle, co za sprawy załatwiałeś, jeśli można spytać? – nie chciałam być wścibska, ale bardzo interesowało mnie jego życie, więc byłam ciekawa.
-Oczywiście… drobne komplikacje. To nic takiego, nie będę ci zawracał głowy.
- Nie ma sprawy. Ale pamiętaj, że jeżeli tylko chcesz mi o czymś powiedzieć, zawsze jestem gotowa by cię wysłuchać – odpowiedziałam, bardzo szczerze z resztą. Nie chciałam, by były między nami jakieś tajemnice, ale o swoich uprzednich przeżyciach nie odważyłabym się powiedzieć. Miałam na myśli Damona.
-Zapamiętam – uśmiechnął się jeszcze raz. Tym razem kolana mi zmiękły. Poczułam, że tracę równowagę.  W jednej chwili poczułam na sobie jego silne ramiona, a w następnej byłam już w jego objęciach. Wtulona jak dziecko w matkę. Nie…  Jak zakochana po uszy dziewczyna w wymarzonego, odwzajemniającego jej uczucie mężczyznę. Ta chwila mogła bytrwać wiecznie. Ale on miał inne plany, które przekraczały nawet moje najśmielsze oczekiwania. Wplótł swoje chłodne palce w moje włosy, drugą ręką delikatnie uniósł moją twarz do góry i… stało się. Złożył na moich ustach najdelikatniejszy pocałunek. Nie pozostałam mu dłużna. Trwało to może kilka sekund, a może kilka godzin. Zapomniałam o tym, jak nieswojo się czułam, gdy uściskałam go po raz pierwszy. O tym jak się czułam widząc go po moim powrocie do Mystic Falls. Stare wspomnienia znów wracały i czułam, że mogę spędzić przy nim resztę życia.




  

sobota, 4 czerwca 2011

Ciag dalszy rozdziału piątego

Wnętrze domu pani McCullogh zupełnie mnie zaskoczyło. Korytarz był jasny i pełen obrazów, które wisiały na wysokich ścianach. Całość oświetlał wielki dziewiętnastowieczny żyrandol.
    Kuchnia była niewielka. W jej centrum znajdował się okrągły stół, pokryty białym, haftowanym obrusem.  Leżały na nim trzy kubeczki, z których szybko uciekała biała para, tworząc w powietrzu najrozmaitsze kształty.
        Wokół stały cztery piękne, mahoniowe krzesła.  
Stefan podszedł do stołu i odsunął jedno z nich bym mogła usiąść. Obok siedziały już Bonnie i jej babcia. Stefan zajął wolne miejsce obok mnie.
- Mam nadzieję, że spodoba się wam w moim domu, dzieci. Czujcie się jak u siebie. Na górze są trzy sypialnie, przeznaczone dla was. Jeżeli potrzebowalibyście czegoś, to mówcie. Będę zawsze w gotowości – powiedziała uśmiechnięta pani McCullough.
- Dziękujemy bardzo. Pani pomoc wiele dla nas znaczy – odpowiedział grzecznie Stefan.
Staruszka uśmiechnęła się. Po kilkuminutowej rozmowie wszyscy udaliśmy się na górę, by zobaczyć nasze sypialnie. Na dworze było już zupełnie ciemno.
          Stanęłam przed drzwiami do mojego tymczasowego pokoju. Poczułam, że stoi za mną on – spełnienie moich marzeń. Mój ukochany wampir w całej okazałości.
          - Przyjdę do ciebie za kilka minut. Chcę najpierw jednak zobaczyć swoją sypialnie, gdyż nie chcę odrzucać gościny pani McCullogh. Do zobaczenia, aniele – szepnął mi do ucha, a następnie w wampirzym tempie pomknął do sypialni. Ucieszyłam się z jego obietnicy.
       Otworzyłam drzwi mojego pokoju. Zachwyciło mnie to, co zobaczyłam wewnątrz.
       Na ścianach w kolorze oliwkowym wisiały piękne wiktoriańskie lustra oraz obrazy, przedstawiające młode kobiety w strojach z okresu wojny secesyjnej. One były jak królewny, pomyślałam.
       Podeszłam bliżej do wielkiego łoża znajdującego się w centralnej części wielkiej sypialni. Leżało na nim bladobeżowe nakrycie, haftowane na końcach. Całość okrywała kremowa moskietera, pokryta złotym brokatem.
Poczułam się właśnie jak jedna z księżniczek, które widniały na obrazach. A gdzie mój książę? Pomyślałam. Powinien już tu być.

poniedziałek, 30 maja 2011

Rozdział 5 - wyjazd

Rozdział 5
Wyjazd

Po kilku godzinach jazdy autostradą skręciliśmy w stronę wielkiego lasu. Była w nim wąska dróżka prowadząca do domu babci Bonnie.
Mijaliśmy zamaszyste świerki i inne drzewa, przypominające swoim wyglądem olbrzymie postacie. Czułam narastający niepokój, chociaż nie znałam jego źródła. Bonnie chyba też coś zauważyła, gdyż jej twarz wygiął dziwny grymas, a jej wzrok na kilka minut stał się nieobecny.
Przez kilka minut wpatrywałam się w ścianę lasu, oczekując, iż zobaczę coś, co wytłumaczy powody mojego strachu. Niestety nie dopatrzyłam się niczego. Na domiar złego, Stefan zauważył, że nie czułam się tam najlepiej.
- Coś nie tak, Eleno? – zapytał z troską w głosie. Na jego czole pojawiła się zmarszczka.
Nie chciałam opowiadać mu o tym, co czułam, gdyż moje obawy prawdopodobnie są skutkami zmęczenia po bardzo długiej podróży.
-Nie, nie, wszystko w porządku – odpowiedziałam spokojnym tonem, po czym uśmiechnęłam się do niego.
-To świetnie, bo jesteśmy już na miejscu – powiedział.
Rzeczywiście. Przed moimi oczami rozpościerał się piękny, choć niewielki krajobraz. Duży, wystawny dom babci Bonnie stał w samym środku pięknej, malowniczej polany. Obok mieszkania stał niewielki ogródek. Nie dostrzegłam w nim jednak żadnych kwiatów. Wypełniały go najprzeróżniejsze zioła. Wśród licznych listków dostrzegłam werbenę. Mam nadzieję, że pani McCullough ufa Stefanowi i w najbliższym czasie jej nie użyje.
Wokół łąka była otoczona nieprzeniknionymi ciemnościami lasu.
- Babciu, jak dobrze cię widzieć! – usłyszałam za sobą wesoły krzyk Bonnie. Podniosłam głowę i spojrzałam na kobietę stojącą przede mną. Miała ona około sześćdziesięciu pięciu lat. Jaj kruczoczarne włosy przypominały mi rozwichrzoną czuprynkę Bonnie. Kobieta, mimo głębokich zmarszczek miała w sobie coś z nastolatki. Nie wyglądała na specjalnie poważną czy nieprzyjemną. Prezentowała się bardzo sympatycznie.
Bonnie podbiegła do niej i uściskała serdecznie. Kobieta odwzajemniła uścisk.
- Ty pewnie jesteś Elena – wskazała na mnie. – Bardzo miło cię poznać – pani McCullough bardzo uważnie mi się przyglądała.
- Bardzo miło mi panią poznać – powiedział nagle Stefan. – Stefan Salvatore.”Przyjaciel” Eleny.
- Ciebie też miło poznać, Stefanie – zwróciła się do wampira i głęboko się uśmiechnęła. – A teraz zapraszam was na herbatę. Zapewne jesteście zmęczeni podróżą. Nie krępujcie się – dodała, po czym razem z Bonnie weszła do środka.
Niespodziewanie poczułam na swoich ramionach uścisk Stefana.
- Te ferie mają być nasze, pamiętaj – przybliżył swoją twarz do mojej i delikatnie pocałował mnie w policzek. Wtuliłam się w niego mocno, a on delikatnie gładził moje włosy. Moglibyśmy tak stać w nieskończoność – nierozłączni, zakochani.
Z refleksji wyrwał nas głos Bonnie.
- Chodźcie, herbata gotowa! – odsunęliśmy się od siebie na nieznaczną odległość. Stefan wziął mnie za rękę i razem ruszyliśmy w stronę drzwi wejściowych domu babci Bonnie.

niedziela, 29 maja 2011

Ciąg dalszy - ciągu dlaszego, ciągu dalszgo;).

Oboje usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła. Równocześnie odwróciliśmy głowy i zobaczyłam Bonnie. Prawdopodobnie strąciła jedną ze szklanek, stojących tuż obok drzwi.  Miała zszokowaną minę. Dziewczyna pospiesznie opuściła budynek. Już chyba nawet wiem, co sobie pomyślała, zastając nas w takiej pozycji. Och, nie!
- Damon, postaw mnie na ziemi, natychmiast!
- Już się robi moja droga – powiedział aksamitnym głosem, po czym postawił mnie na ziemi.
        Jeszcze raz spojrzałam w jego kierunku i pospiesznym krokiem pobiegłam do wyjścia. Tak naprawdę nic złego nie zrobiłam, ale czułam się okropnie. Tak, jak gdybym zdradziła Stefana.
Zdradziła? To chyba trochę zbyt mocne słowo. Cóż, nie protestowałam, kiedy Damon złapał mnie w swoje objęcia i przytulał mocno do siebie. Nie miałam nic przeciwko uczuciu ciepła, jakim mnie obdarzał. Jednak zdrada to stanowczo za mocne słowo. W końcu ja i on byliśmy przyjaciółmi… Uściski dozwolone.
       W samochodzie czekali na mnie Stefan i Bonnie. Dziewczyna spojrzała na mnie z nieukrywanym przerażeniem i zadziwieniem.
Muszę powiedzieć jej, że to nic takiego, pomyślałam, ale teraz nie miałam możliwości, by to zrobić, gdyż Stefan siedział obok nas. Nie chciałam, by tego słuchał. Już sama moja przyjaźń z Damonem wywoływała grymas smutku na jego pięknej twarzy.
Podałam Stefanowi kluczyki, które z całej siły zaciskałam w prawej ręce.
- Możemy już ruszać? – spytałam. Mam wrażenie, że zrobiłam przy tym jakąś dziwną minę, gdyż Stefan niepewnie na mnie spojrzał.
- Tak, już jedziemy – odparł, po czym odpalił swoje czerwone Ferrari i ruszyliśmy w drogę.
                                                 ***

          Jeszcze długi czas rozmyślałam nad tym, co wydarzyło się w domu Salvatore’ów. Nie dawało mi to spokoju, zwłaszcza, że w lusterku samochodu ciągle widziałam Bonnie, świdrującą mnie wzrokiem. Chciałam natychmiast wytłumaczyć jej, że to wcale nie to, na co wyglądało, ale obecność Stefana skutecznie psuła moje plany. Mimo, iż utrzymywałam z Damonem przyjacielskie stosunki, mój chłopak był zazdrosny. Tak naprawdę nie dziwiło mnie to, gdyż kiedyś, kiedy obaj jeszcze byli ludźmi, zakochali się w tej samej dziewczynie – Katherine. Stefan był pierwszy, ale Damona to nie obchodziło. Dziewczyna pokochała ich obydwóch i przez to tak bardzo się nienawidzili. Bo nie mogli mieć jej na wyłączność.
         Właśnie dlatego nie chciałam, by mnie i Damona łączyło cokolwiek, ale przyjaźni nie potrafiłam mu odmówić.
Patrząc w jego błękitne jak niebo oczy, widziałam jak cierpi w momentach, gdy tak silnie odrzucałam jego uczucie.






Elena:).

piątek, 27 maja 2011

Jeszcze dalszy ciąg...

     Wyszłam z samochodu i ruszyłam w stronę domu.
            Salon Salvatore’ów, w którym właśnie się znalazłam, był olbrzymi. Stare obrazy zdobiły wszystkie ściany. W jednej z nich wmontowany był kominek, w którym miło trzaskał ogień. Ściany miały kolor ciemnego cappuccino, a nastrojowe światło sprawiało, że dom przypominał barokowy pałac. Uśmiechnęłam się do własnych myśli. – Gdybym była księżniczką… - szepnęłam do siebie.
- Ale ty jesteś księżniczką – usłyszałam głos, który bardzo mnie przestraszył. Przecież dom stał pusty. A jednak... – Jesteś moją księżniczką ciemności, nie pamiętasz?
Odwróciłam się i w delikatnym świetle świec dostrzegłam Damona. Po raz kolejny na jego widok zaparło mi dech w piersiach. Opuściłam głowę, by nie widział moich rumieńców. Starałam się na niego nie patrzeć.
- Damonie – wyszeptałam. – Ile razy mam ci powtarzać: jesteśmy tylko przyjaciółmi.
- Mów, co chcesz. Ja wiem swoje – powiedział, po czym w wampirzym tempie podbiegł do mnie i wziął mnie za ręce. – Jesteśmy sobie przeznaczeni. Ja to wiem, a ty się dowiesz – uniósł dłonią moja twarz w taki sposób, że patrzyłam prosto w jego błękitne oczy. Zalała mnie fala gorąca. Ku mojemu zdziwieniu było to bardzo przyjemne uczucie. Najdziwniejsze było to, że wcale nie zamierzałam oderwać od niego wzroku. Nie miałam na tyle silnej woli. Przybliżył się do mnie… Wyrwałam się zwinnie i odwróciłam tyłem. Idąc w stronę stolika, gdzie leżały klucze, czułam na sobie jego spojrzenie.
   Wzięłam klucze ze stołu. W jednej chwili wypadły mi one z rąk. Chciałam zgiąć się, by je podnieść, ale ktoś mnie ubiegł. Damon.
Znów patrzył na mnie i machał kluczykami w powietrzu.
- Jeżeli chcesz je dostać, to sobie weź – powiedział po czym zaczął nimi wymachiwać wysoko w górze. Był ode mnie wyższy, więc nie udało mi się dosięgnąć. Wyskoczyłam najwyżej jak mogłam, złapałam klucze, ale… Poczułam jak lecę na ziemię, zasłoniłam twarz dłońmi… Dziwne. Powinno boleć, ale… wcale nie upadłam.
Damon trzymał mnie w objęciach o wiele bliżej siebie niż by wypadało. Popatrzyłam znów w jego oczy… Były takie piękne. On również na mnie patrzył , z całą swoją nonszalancją….

czwartek, 26 maja 2011

Dalszy ciąg....

     Wstałam szybko z łóżka, po czym pobiegłam do łazienki. Obmyłam twarz chłodną wodą, by jak najszybciej pozbyć się śladów po koszmarnej nocy. To był tylko sen, powtarzałam sobie w myślach.
      Po wyjściu z łazienki wróciłam pospiesznie do pokoju, by nikt nie zauważył wyrazu mojej twarzy.
       - Och, dziś jest ten wyjazd! – szepnęłam do siebie. – Muszę się jak najszybciej spakować i pobiec do domu Stefana.
         Włożyłam na siebie pospiesznie jedną z kilkunastu par dżinsów, które leżały w mojej szafie. Założyłam też obcisły czerwony top, czarną kurtkę i parę ulubionych trampek. Do walizki wrzuciłam kilka par spodni, bluzki, sukienki, bieliznę i oczywiście kilka par butów. Zabrałam też kosmetyczkę.
     Przygotowałam się pospiesznie do wyjścia.
- Tylko nie zrób czegoś głupiego – usłyszałam jeszcze głos cioci Jenny.
- O Elenie mówisz? Ona przecież jest święta! – dodał Jeremy.
Uśmiechnęłam się do niego koślawo i ruszyłam w stronę domu Stefana. I Damona, dodałam w myślach. – Muszę o nim zapomnieć.
Kilkanaście minut później byłam na miejscu. Stefan i Bonnie już na mnie czekali. Dziewczyna podbiegła do mnie, a Stefan pakował jej bagaże do swojego czerwonego Ferrari.
- Jesteś wreszcie, Eleno! – Bonnie rzuciła mi się na szyję i uściskała mnie. Widać była bardzo podekscytowana wyjazdem.
- No jasne, że jestem. Przecież obiecałam – odpowiedziałam i wysłałam jej jeden z moich najpiękniejszych uśmiechów.
- Dziewczyny – dobiegł nas głos Stefana – bagaże spakowane. Eleno, daj swoje.
   Podałam mu walizki i wsiadłam na przednie siedzenie samochodu. Bonnie zajęła miejsce z tyłu.
Po pięciu minutach Stefan był już w środku. Pocałował mnie delikatnie w policzek. Miałam wrażenie, że Bonnie zaśmiała się cichutko.
- Gotowa? – zapytał i uśmiechnął się do mnie ukazując komplet śnieżnobiałych zębów.
- Chyba tak – odwzajemniłam uśmiech.
- Hmmmm… Chyba zostawiłem w domu kluczyki do samochodu. Poczekajcie chwilę…
- Nie, to ty poczekaj. Ja pójdę. Zostawiłeś je na stole do kawy w salonie, prawda? – zapytałam.
- Jak dobrze mnie znasz – odpowiedział i znów ucałował mnie w policzek. – Ale może jednak ja pójdę. Nie chcę, byś musiała się nadwyrężać.
- Och, czy ty nie przesadzasz? – uśmiechnęłam się słodko.
- Pójdzie ktoś wreszcie po te klucze, czy będziecie tak w kółko się uśmiechać i gadać? – zapytała wesoło Bonnie.
- Ja pójdę – odpowiedziałam. – Przyda mi się krótki spacerek.




poniedziałek, 23 maja 2011

Część kolejna rozdziału czwartego:)

Przepraszam, że tak długo nie pisałam.Postaram się nadrobić zaległości:).

-Damon…- szepnęłam. Ale już go tam nie było. Stałam sama na środku swojej sypialni. Muszę o tym jak najszybciej zapomnieć, pomyślałam.
Leżałam na łóżku, rozmyślając o nim. Ciężko było usunąć wspomnienie tych błękitnych oczu wpatrujących się we mnie. Było to praktycznie niemożliwe. Moje rozmyślanie przerwał głos Jeremy’ego.
- Hej Eleno, już wróciłem – zawołał. - Jenna jest w domu?
- Miło cię znów widzieć, Jer. Ciotka wyszła na randkę.
-  Znowu? Z kim się teraz umawia?
- Nie mam pojęcia. Tęskniłam za tobą – uściskałam go i wróciłam do siebie. Jeremy był moim młodszym o dwa lata bratem. Odkąd znalazłam się w Mystic Falls, dzisiaj widziałam go pierwszy raz. Ciotka Jenny wspominała coś o wyjeździe z jego paczką pod namioty. Trochę się tym zaniepokoiłam, bo wiem, jak „przyjaciele” Jeremy’ego na niego wpływają, ale miałam dość własnych problemów, by zagłębiać się w kolejny. Po za tym i tak nic nie mogłam zrobić.
Odrzuciłam wszelkie myśli i zatonęłam w głębokim śnie.
                                    ***
- Eleno, jesteś tam? – usłyszałam znajomy głos.
- Stefan, jak dobrze cię widzieć! – odpowiedziałam uradowana. – A tak w ogóle, co tutaj robisz tak wcześnie rano?
- Chciałem cię znów zobaczyć, kochana – odpowiedział, po czym delikatnie się uśmiechnął. Czemu obaj bracia Salvatore tak na mnie działają? Ach, nie ważne. Ważne, że Stefan mnie kocha i ja jego tez, nic więcej się nie liczy.
   Wstałam z łóżka i mocno go przytuliłam. Trzymał mnie w swych objęciach bardzo mocno. Zamknęłam oczy, by nacieszyć się chwilą. Po chwili je otworzyłam. To co zobaczyłam zupełnie mnie zdziwiło. Damon?!  Ale… Przecież to był Stefan!
- Damon, puść mnie, natychmiast! – wydusiłam z siebie.
- Nic z tego, księżniczko – odpowiedział i zrobił jedną z tych swoich min pod tytułem „Ani mi się waż sprzeciwiać”. Przytulił mnie jeszcze mocniej.
- Udusisz mnie! – krzyknęłam ile tylko sił w płucach. – Puść mnie natychmiast!
    Spojrzał w moje oczy i nie opierałam się dłużej. Sama przytuliłam się do niego tak mocno, że nic nie byłoby w stanie nas rozdzielić.
    Spojrzałam na wampira wykonując najpiękniejszy z uśmiechów. W tym samym momencie do pokoju wkroczył Stefan. Tym razem prawdziwy.
- Eleno? Dlaczego mi to robisz? Mówiłaś… mówiłaś, że mnie kochasz.
- Kocham cię! Tylko ciebie! – odpowiedziałam, a moje serce zalała fala wstydu. Bo… skoro kocham Stefana, to dlaczego obejmuje Damona? Nie jest to bynajmniej przyjacielski uścisk…
- Teraz to nie ma znaczenia… Wiedziałem, że to się tak skończy – opuścił smutno głowę i wyszedł. Pobiegłam za nim, ale jego już nie było.
       Poczułam ponownie chłodny uścisk Damona. Tym razem znalazłam wystarczająco dużo siły, by go odepchnąć.
- Dlaczego mi to robisz, Damon?! – krzyknęłam. – Dlaczego?
- Nic złego nie robię… Kiedy wreszcie zrozumiesz, że mnie kochasz równie mocno, jak ja kocham ciebie? – zapytał pewnie.
Echo jego słów pobrzmiewało w moich uszach przez kilka sekund, a potem…
    Obudziłam się w mojej sypialni, zalana potem. To był tylko zły sen, zapewniałam się w myślach. To tylko zły sen.

sobota, 14 maja 2011

Rdz.4 - w blasku księżyca cd.

   Nie! Nie powinnam była w ten sposób o nim myśleć. On był tym ZŁYM wampirem. Przecież kochasz Stefana – skarciłam się w myślach.
Kiedy znów na niego spojrzałam, dziwnie na mnie patrzył.
- Nic ci nie jest moja droga? – powiedział swoim aksamitnym głosem.
- Yyyy… Zależy co masz na myśli, Damonie – odparłam pospiesznie.
- Nie ważne. Słyszałem, że wybieracie się do babci tej małej wróżbitki…
- Ma na imię Bonnie.
- No tak, Bonnie – odpowiedział obojętnie. – Słyszałem, że jedziecie do babki Bonnie. Hmmm… Wampiry mają dobrą pamięć Eleno. Nie
pamiętam, abyś mnie zaprosiła – powiedział, po czym zwinnym skokiem wskoczył do mojego pokoju i stał tuż naprzeciwko mnie.
- Bo… bo nie zapraszałam… - z trudem wysapałam, gdyż spojrzenie jego błękitnych oczu ponownie zaparło mi dech w piersiach.
- Popełniacie razem z moim braciszkiem wielki błąd. Nie rozumiem tylko dlaczego ty o mnie zapominasz – odpowiedział, po czym jego piękna twarz przybrała wyraz zdenerwowania i rozczarowania.
Zbliżył się do mnie na odległość zaledwie kilku centymetrów. Kolana zaczęły się pode mną uginać… Chwila! Od kiedy ja tak reaguję na Damona! No tak… Pewnie znów działa na mnie swoja mocą wywierania wpływu. Przecież nie ma innego wytłumaczenia…
- Damonie, czy możesz przestać? – szepnęłam, gdyż na nic innego nie było mnie stać.
- Przestać? Co masz na myśli? – odpowiedział tak, jakby nie wiedział o co chodzi. Jest świetnym aktorem, pomyślałam.
- Możesz nie działać na mnie zaklęciem wpływu? Irytuje mnie to – podszedł jeszcze bliżej, tak, że prawie stykaliśmy się nosami.
- Eleno, ja na ciebie nie wpływam. Przecież masz naszyjnik z werbeną, więc mnie blokujesz – powiedział i jeszcze szerzej się uśmiechnął. No tak, werbena uniemożliwia wampirom działanie. Poza kołkami jest to też jedyna broń, która może je osłabić lub zabić. Nie rozumiem, dlaczego teraz tak się zachowuję. Jakbym coś… czuła. Czuła coś do Damona? Ale… Jak?
- Och, Eleno – powiedział drwiąco – chyba przeceniasz swoją silną wolę. Sama widzisz jak na siebie działamy – odparł usatysfakcjonowany. –  Pogadamy innym razem. Do zobaczenia.
-Damon…- szepnęłam. Ale już go tam nie było. Stałam sama na środku swojej sypialni. Muszę o tym jak najszybciej zapomnieć, pomyślałam.

czwartek, 12 maja 2011

hmmm.... jeszcze dalszy ciąg rozdziału 3 i początek rdz. 4 - W blasku księżyca

- Na to liczę… Mam nadzieję, że wszystko się ułoży i znów będzie jak dawniej – powiedziałam.
- Ja też – uśmiechnęła się.
Po wysłuchaniu tych rewelacji nogi się pode mną uginały i sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Powinnam być szczęśliwa… Chyba… Jestem szczęśliwa. Wyjeżdżamy jutro do babci Bonnie. Kiedy zdejmą ze mnie „ten czar”, znów wrócę do normalności. Skończy się wędrówka między światami i będę mieszkać tu, w Mystic Falls.

Rdz. 4
W blasku księżyca

Drogi Pamiętniku,
   Chyba za dużo rewelacji jak na jeden dzień. Pamiętasz jak pisałam o wędrówkach między dwoma światami? To ma się wreszcie skończyć. Tylko… Jest jeden problem. Sama nie wiem czy tego chcę. Dlaczego? Nie zauważyłam wcześniej, jak bardzo jestem przywiązana do tamtego świata. Nie zamierzam rezygnować z perspektywy mieszkania tutaj, ale opuszczenie mamy trochę mnie martwi. Miałam tylko ją. Ojciec… Zginął kilka lat temu w wypadku samochodowym. Mimo to, że nie jestem jej prawdziwą córką, nie chcę zostawiać jej samej. Ale… Nie zostawię też Stefana i Bonnie. Zawsze byłam trochę nieśmiała i teraz to przeszkadza mi najbardziej. Boję się powiedzieć najlepszej przyjaciółce, że obawiam się następnych dni… Decyzja… jest zbyt pochopna. Nie wiem co robić.
Ponownie przeczytałam to, co napisałam. Chciałam wszystko skreślić, na wypadek, gdyby pamiętnik miał trafić w niepowołane ręce. Nie zdążyłam jednak tego zrobić, gdyż usłyszałam głośne pukanie od strony okna. Podbiegłam do niego i trochę zdziwiło mnie to, co zobaczyłam. Na drzewie stał… Damon. Tak, Damon. Nonszalancko opierał się o długą gałąź. Ręce miał skrzyżowane na wysokości klatki piersiowej. Jego kruczoczarne włosy błyszczały w blasku księżyca, a błękitne oczy uśmiechały się do mnie zawadiacko. Z tego wszystkiego aż zaparło mi dech w piersiach. On był… taki przystojny.

sobota, 7 maja 2011

cd. rdz.3 - Pomiedzy alfą i omegą (nieoczekiwany zwrot akcji)

Ja… ja nie jestem tym, za kogo mnie macie. Ja nie jestem Elena…
Jestem zwykłą dziewczyną, która wcale nie mieszka w Mystic Falls. Z kimś mnie mylicie. Pewnego dnia zasnęłam w swoim łóżku, a obudziłam się właśnie tutaj. Nie kontroluję tego, co się dzieje. Raz jestem tutaj, a raz w tym prawdziwym domu. Wolę mieszkać w Mystic Falls, ale nie potrafię zrozumieć co się ze mną dzieje.
Błądzę gdzieś pomiędzy dwoma światami i nigdy nie wiem, w którym znajdę się po przebudzeniu… Oh, Bonnie, co ja mam zrobić?!
- Ja… ja nie wiem co powiedzieć. Eleno…
- Och, wiem. Okłamywałam was, ale bałam się waszej reakcji…
- Posłuchaj. To nie jest tak…
Wiedziałam, że tak się dzieje, bo… To nasza wina – moja i Stefana. Tak naprawdę… Ty jesteś stąd… tylko… Byłaś w wielkim niebezpieczeństwie… Tak się składa, że nie jesteś zwykłą dziewczyną. Kilka miesięcy temu zmazaliśmy twoją pamięć i odesłaliśmy cię do innego świata. Wiem, że to brzmi nienormalnie, ale wiesz na co mnie stać… To był najgorszy dzień w życiu moim i Stefana… Więc, wysłaliśmy cię tam, żeby cię chronić. Wielkie zło mogło cię dosięgnąć i to… to było jedyne rozwiązanie. Oglądałaś w telewizji serial „Pamiętniki wampirów”. To też nasza sprawka… Miał ci on przypomnieć o tym, kim naprawdę jesteś. Pozwolić ci wrócić. Nie chcieliśmy byś zapomniała kim naprawdę jesteś. Postać Eleny była stworzona z naszych wspomnień, to kolejny czar. Wiedzieliśmy, że po powrocie będziesz zdezorientowana, więc czekaliśmy, aż sama coś powiesz. Wróciłaś, bo zło już ci nie grozi. A te wycieczki pomiędzy dwoma światami, to tylko efekt uboczny naszych czarów. Wyjazd do babci ma ci pomóc ustabilizować się w jednym, w Mystic Falls. To do tego świata należysz… babcia jest o wiele silniejsza ode mnie, a we dwie na pewno przywrócimy cię do normalności. Nie martw się…
- Bonnie… Nie mogę uwierzyć, że nie powiedziałaś mi tego wcześniej!
- Ale… Zrozum Eleno. My… baliśmy się, że nas wyśmiejesz. Właśnie dlatego czekałam aż sama coś powiesz… i powiedziałaś.
-Yhm… Czyli mam uwierzyć w to, że pochodzę stąd, ale nie jestem zwykłą dziewczyną i byłam w niebezpieczeństwie. Z tego właśnie powodu odesłaliście mnie do innego świata. Serial miał mi przypomnieć kim jestem, a teraz, kiedy niebezpieczeństwo minęło, wróciłam tutaj, tak?
- Dokładnie. Jest jeszcze jedna kwestia, twoja matka. W tamtym świecie byłaś adoptowana przez nią. Znalazła cię leżącą w lesie. Byłaś tam, ponieważ portal zabrał cię w to miejsce. Wpoiliśmy ci wspomnienia całkiem innej osoby, żebyś nie czuła się dziwnie nie pamiętając niczego i… kiedy już pojedziemy do babci, wszystko się ułoży. Wrócą wszystkie twoje prawdziwe wspomnienia i przestaniesz przemieszczać się pomiędzy dwoma światami. Wszystko będzie w porządku.

piątek, 6 maja 2011

cd. rdz. 3 - cd. - (To będzie dziwne)

Przed budynkiem, na schodach czekała na mnie Bonnie. Nie zdziwiła mnie nieobecność Stefana. Zawsze wracał do domu kilka minut wcześniej, głównie z obawy o Damona. Nawet mojjemu chłopakowi było ciężko powstrzymać brata przed zabijaniem, ale jeżeli nie Stefan, to nikt inny tego nie zrobi.
Bonnie opierała się o barierę schodów. Jej piękne jasne loki nie były już spięte w koński ogon, ale rozpuszczone powiewały nonszalancko na wietrze. Jej twarz była promiennie uśmiechnięta.
- Coś ci się stało? – zapytała.
- Dlaczego wszyscy mnie dzisiaj o to pytają? – niepotrzebnie się zdenerwowałam. Czy wyglądam jakoś dziwnie? Pomyślałam. Zdawało mi się, że dobrze maskuję swoje zmartwienie.
- Jak to wszyscy? Pytam cię o to dlatego, że wyczuwam negatywne wibracje ze strony twojej aury.
- Ach, tak. Nie wiem co mi jest – ponownie skłamałam. Dokładnie tak, jak wcześniej pana Jonesa. Wiedziałam też, że Bonnie ciężko jest okłamać, bo dziewczyna nie jest zwykła, ma zdolności medium.
- Eleno, dobrze wiesz, że ci nie wierzę. Znam cię bardzo dobrze i wiem kiedy coś cię martwi. Możesz mi zaufać… Opowiedz mi o tym, co ci jest – powiedziała z takim przekonaniem, że uległam. Stwierdziłam, że nie ma sensu dłużej się z tym ukrywać. Bonnie była jedyną osobą na całym świecie, której mogę bezgranicznie ufać. Jeżeli nie powiem jej, to już na pewno nikomu innemu.
Był też Stefan, ale on by się zamartwiał. Nie chcę mu stwarzać problemów.
- Dobrze, powiem. Powiem, chociaż wiem, że uznasz mnie za wariatkę. Więc… Powiem ci od razu, że to trochę, a nawet bardzo dziwne, ponieważ… sama zobaczysz.


Cd. w weekend, ewentualnie po weekendzie. I jak wam sie podoba?

poniedziałek, 2 maja 2011

cd. Rdz. 3

                                                                         ***

Na żadnej lekcji nie potrafiłam się skoncentrować. Nie mogłam myśleć o niczym innym, poza wyjazdem. Z jednej strony byłam niesamowicie uradowana, a z drugiej nieco przerażona. A co, jeżeli Damon faktycznie nam przeszkodzi? Nie boję się o siebie, gdyż wiem, że nie zrobiłby mi krzywdy. Bałam się raczej co może zrobić Stefanowi lub ludziom, mieszkającym w okolicy.
Starałam się skupić na tym, co mówił nauczyciel, ale przypomniałam sobie o jednej zasadniczej kwestii…
A co, jeżeli znów wrócę do „normalnego” świata? Czy będę w stanie pożegnać się choćby na chwilę z tym, co mnie tu spotyka?
Odpowiedź była oczywista – nie ma takiej opcji. Mimo, że tęskniłam za bliskimi, nie potrafiłam myśleć o życiu innym, od tego, życia w Mystic Falls.
Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Zauważyłam tylko, że jako jedyna siedzę jeszcze w klasie. Historia była jedynym przedmiotem, na który ani Bonnie, ani Stefan nie uczęszczali.
Moją uwagę przykuł wzrok nauczyciela, przeszywający mnie dogłębnie. Przeszukałam wszystkie zakamarki mojej pamięci, by przypomnieć sobie jego nazwisko. No tak, Jones. Zachary Jones był dość wysokim dwudziestodziewięciolatkiem, o jasnych włosach w ciągłym nieładzie. Zawsze sprawiał wrażenie roztargnionego. To taki typ osoby, która pomoże zawsze i wszędzie, bez względu na okoliczności. Nie zachowywał się jak nauczyciel, raczej jak dobry znajomy.
- Eleno, czy coś jest nie tak? – zaskoczył mnie swoim pytaniem. –Ostatnio jesteś taka… mało rozmowna. Wyglądasz na zmartwioną.
-To nic takiego – zapewniłam go. Nie była to szczera odpowiedź. Całym sercem obawiałam się powrotu do tamtego życia. – Jestem chyba zmęczona…
- Hmmm… możliwe. Ale gdyby coś było nie tak, możemy o tym porozmawiać  - zaproponował.
-Oczywiście. Dziękuję – odpowiedziałam krótko, wygięłam usta w wyrazie półuśmiechu, po czym pospiesznie opuściłam salę.

sobota, 30 kwietnia 2011

cd. rdz. 3

                                                 ***

             Po około dwudziestu minutach byłyśmy na miejscu. Szkoła średnia w Mystic Falls prezentowała się zupełnie pospolicie. Nie należała do tych zaniedbanych i biednych, ale też nie była pałacem.
             Przed budynkiem zobaczyłam Stefana. Uśmiechał się do mnie promiennie. Podbiegłam do niego i podałam mu rękę na przywitanie, bo do uścisków jeszcze nie przywykłam.
     - Więc… jedziemy jutro do babci Bonnie. Cieszysz się, że spędzimy trochę czasu we trójkę?
- Oczywiście, że tak! – odpowiedziałam pospiesznie. Nie miałam wątpliwości co do tego, że ten wyjazd będzie cudowny.
- Mam obawy Eleno. Damon prawdopodobnie będzie chciał dostać się tam za wszelką cenę. Na pewno nie będzie to bezpieczne dla miejscowych – powiedział zaniepokojony i zmarszczył czoło. Damon był starszym bratem Stefana. Oczywiście obaj bardzo się
nienawidzili .Chłopak nie był zachwycony moimi spotkaniami ze Stefano, a ja jakoś nie potrafiłam go ignorować. Nie wiem dlaczego, ale było mi go żal.
- Damy sobie radę. Nie martw się – odpowiedziałam, by trochę podnieść go na duchu. W głębi duszy wiedziałam, że wakacje spędzone z Damonem, nie należą do najbezpieczniejszych. Dla Stefana nie należały też do najprzyjemniejszych.
- Eleno, mój brat ma poważne plany co do nas, a raczej co do ciebie.
- Postaraj się zapomnieć. To mają być świetne ferie. Nawet on nam tego nie zepsuje – wydukałam. Mam taką nadzieję, dodałam w myślach.

piątek, 22 kwietnia 2011

cd.


Kiedy już skończyłam pisać, nadszedł czas na solidny prysznic. Strumienie ciepłej wody zawsze poprawiały mi nastrój i skutecznie zmywały wszelkie obawy.
      Po około dwudziestu minutach wyszłam z łazienki. Razem z Bonnie pospiesznie spakowałyśmy książki i uczesałyśmy się. Dziewczyna zaplotła mi warkocz, sięgający prawie do pasa, a ja wyprostowałam burzę jej jasnych loków i związałam w koński ogon.
      Poranek oczywiście nie mógł się obejść bez gigantycznego śniadania, które wpompowała w nas ciocia Jenny.
Gdy już byłyśmy gotowe poszłyśmy do szkoły.
        - Dobrze się czujesz? – zapytała Bonnie.
- Jasne, że tak. A… czemu pytasz? – zapytałam z nieskrywaną ciekawością. Czyżbym zachowywała się dziwnie?
- Ostatnio jesteś jakaś przygaszona i często rozmawiasz ze mną tak,  jakbyśmy znały się dopiero od kilku dni.
- Wydaje ci się. Jestem zupełnie normalna. Wszystko w porządku – odpowiedziałam, zakrywając twarz dłońmi, by nie zauważyła mojej miny.
-Hmmm… Może to ja jestem przewrażliwiona. Chyba ostatnio zbyt mało sypiam. Szkoła mnie przytłacza.
- Jutro zaczynają się ferie. Może powinnyśmy gdzieś jechać i trochę odpocząć…
-Też o tym myślałam. Nie miałabyś ochoty jechać ze mną do babci? Wiem, że to niezbyt kusząca propozycja, ale ona jest chora i chciałabym spędzić z nią trochę czasu. Babcia ma wielki dom, więc możemy też zabrać Stefana. W końcu spędzimy trochę czasu we trójkę.  Przecież tyle razy mówiłaś, że powinnam go lepiej poznać.
- Świetny pomysł! Jest tylko mały szczegół. Ciocia Jenny musi się zgodzić.
- Hmmm… Eleno, ja już ją o to pytałam i się zgodziła, więc…
- Naprawdę?! – przerwałam jej. – Więc pojedziemy?
- Oczywiście – odpowiedziała zadowolona.  Ze Stefanem tez już załatwiłam kwestie wyjazdu. Oczywiście się zgodził.
-Och, Bonnie. Jesteś wielka!
- Mnie to mówisz? Przecież wiem – odparła, po czym wybuchłyśmy głośnym śmiechem.