środa, 29 czerwca 2011

Jeszcze dalszy ciąg:).

Z góry przepraszam, że tak długo nie pisałam:(. Brakowało mi czasu. Enjoy:).


Gdy przerwaliśmy, jeszcze dwukrotnie ucałował moją szyję.
- Wiem, że jesteś spragniony. Pozwalam ci – powiedziałam do niego.
-Eleno, wiesz, że nie mogę – odpowiedział.
- Możesz. Musisz. Jeżeli mnie kochasz – rzekłam pewnie, po czym odrzuciłam do tyłu długi pukiel włosów, okalających moją szyję.
Zbliżył się do mnie. Poczułam jego ciepły oddech na szyi, po czym wbił swoje kły w moją tętnicę. Nawet nie bolało. Wiedziałam, że „oddawanie krwi” sprawia ból tylko wtedy, gdy nie chce się tego zrobić. W moim przypadku było wprost przeciwnie. Chciałam zrobić wszystko, by tylko on był szczęśliwy. Jego radość była też moją radością.
 Kiedy tak staliśmy, coraz więcej starych wspomnień zaczęło wracać. Bal jesienny w szkole, piknik pod gołym niebem w Dzień Założyciela, pocałunek na diabelskim młynie, gdy Wesołe Miasteczko było zupełnie puste… Po chwili podniósł głowę i spojrzał prosto w moje oczy.
- Jesteś najpiękniejszym, co mogłem dostać od losu. Niczego więcej nie potrzebuje. Nadałaś sens mojej marnej egzystencji, dziękuję ci za to całym sercem  - powiedział i uśmiechnął się szczerze. – Czy pani Gilbert jest już zmęczona? To chyba czas na sen.
- Nie, nie bardzo… Chyba, że zostaniesz tutaj, ze mną – posłałam mu najpiękniejszy z uśmiechów.
- Nie próbuj uwodzić wampira moja droga, to może się naprawdę źle skończyć.
- Co masz na myśli?– zapytałam z uśmiechem na twarzy.
           Po chwili oboje leżeliśmy na łóżku, tuż obok siebie. Ponownie przybliżył swoją twarz do mojej, a potem… A potem poczułam jego ciepłe wargi na moich. Nie był to zwykły pocałunek. Tym razem Stefan w żaden sposób się nie ograniczał. Włożył w niego całe serce wraz ze swoja nieśmiertelną duszą. Ja zrobiłam to samo, nie potrafiłam pozostać mu dłużna.
         Po długiej chwili oderwaliśmy się od siebie. Nasze ciała nadal stanowiły jedność. Splecione i związane więzami miłości na wieczność.
         Po za naszymi nierównymi oddechami i głośnym biciem mojego oszalałego z miłości serca, nie słyszałam nic. Spojrzałam jeszcze raz w jego piękne, zielone oczy i już byłam pewna, że jestem najszczęśliwszą osobą na całym świecie.Jeszcze na chwilę przybliżyłam się do niego i ponownie pocałowałam. Tym razem bardzo subtelnie, delikatnie. 
Przytulił mnie do siebie bardzo mocno, a ja przyległam do niego całym swoim ciałem. Nie chciałam, aby dzielił nas chociaż jeden centymetr.
- Mówiłem – uśmiechnął się – że powinienem już chyba wracać. Ale mimo iż powinienem już pójść, nie potrafię zostawić cię tutaj samej. Zostanę przy tobie na noc. A może masz coś przeciwko?
    Podniosłam głowę i pocałowałam go w policzek. – A oto odpowiedź na twoje pytanie – powiedziałam.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Ciąg dalszy

Poczułam się właśnie jak jedna z księżniczek, które widniały na obrazach. A gdzie mój książę? Pomyślałam. Powinien już tu być. Odwróciłam głowę w stronę drzwi, a gdy ponownie spojrzałam na łoże, leżał na nim Stefan.
   Jego zniewalający uśmiech mącił mi w głowie.
-Przepraszam, że musiałaś na mnie tak długo czekać, Eleno. Musiałem… cos załatwić – powiedział i ponownie się uśmiechnął.
-Nie ma sprawy. Warto było poczekać. A tak w ogóle, co za sprawy załatwiałeś, jeśli można spytać? – nie chciałam być wścibska, ale bardzo interesowało mnie jego życie, więc byłam ciekawa.
-Oczywiście… drobne komplikacje. To nic takiego, nie będę ci zawracał głowy.
- Nie ma sprawy. Ale pamiętaj, że jeżeli tylko chcesz mi o czymś powiedzieć, zawsze jestem gotowa by cię wysłuchać – odpowiedziałam, bardzo szczerze z resztą. Nie chciałam, by były między nami jakieś tajemnice, ale o swoich uprzednich przeżyciach nie odważyłabym się powiedzieć. Miałam na myśli Damona.
-Zapamiętam – uśmiechnął się jeszcze raz. Tym razem kolana mi zmiękły. Poczułam, że tracę równowagę.  W jednej chwili poczułam na sobie jego silne ramiona, a w następnej byłam już w jego objęciach. Wtulona jak dziecko w matkę. Nie…  Jak zakochana po uszy dziewczyna w wymarzonego, odwzajemniającego jej uczucie mężczyznę. Ta chwila mogła bytrwać wiecznie. Ale on miał inne plany, które przekraczały nawet moje najśmielsze oczekiwania. Wplótł swoje chłodne palce w moje włosy, drugą ręką delikatnie uniósł moją twarz do góry i… stało się. Złożył na moich ustach najdelikatniejszy pocałunek. Nie pozostałam mu dłużna. Trwało to może kilka sekund, a może kilka godzin. Zapomniałam o tym, jak nieswojo się czułam, gdy uściskałam go po raz pierwszy. O tym jak się czułam widząc go po moim powrocie do Mystic Falls. Stare wspomnienia znów wracały i czułam, że mogę spędzić przy nim resztę życia.




  

sobota, 4 czerwca 2011

Ciag dalszy rozdziału piątego

Wnętrze domu pani McCullogh zupełnie mnie zaskoczyło. Korytarz był jasny i pełen obrazów, które wisiały na wysokich ścianach. Całość oświetlał wielki dziewiętnastowieczny żyrandol.
    Kuchnia była niewielka. W jej centrum znajdował się okrągły stół, pokryty białym, haftowanym obrusem.  Leżały na nim trzy kubeczki, z których szybko uciekała biała para, tworząc w powietrzu najrozmaitsze kształty.
        Wokół stały cztery piękne, mahoniowe krzesła.  
Stefan podszedł do stołu i odsunął jedno z nich bym mogła usiąść. Obok siedziały już Bonnie i jej babcia. Stefan zajął wolne miejsce obok mnie.
- Mam nadzieję, że spodoba się wam w moim domu, dzieci. Czujcie się jak u siebie. Na górze są trzy sypialnie, przeznaczone dla was. Jeżeli potrzebowalibyście czegoś, to mówcie. Będę zawsze w gotowości – powiedziała uśmiechnięta pani McCullough.
- Dziękujemy bardzo. Pani pomoc wiele dla nas znaczy – odpowiedział grzecznie Stefan.
Staruszka uśmiechnęła się. Po kilkuminutowej rozmowie wszyscy udaliśmy się na górę, by zobaczyć nasze sypialnie. Na dworze było już zupełnie ciemno.
          Stanęłam przed drzwiami do mojego tymczasowego pokoju. Poczułam, że stoi za mną on – spełnienie moich marzeń. Mój ukochany wampir w całej okazałości.
          - Przyjdę do ciebie za kilka minut. Chcę najpierw jednak zobaczyć swoją sypialnie, gdyż nie chcę odrzucać gościny pani McCullogh. Do zobaczenia, aniele – szepnął mi do ucha, a następnie w wampirzym tempie pomknął do sypialni. Ucieszyłam się z jego obietnicy.
       Otworzyłam drzwi mojego pokoju. Zachwyciło mnie to, co zobaczyłam wewnątrz.
       Na ścianach w kolorze oliwkowym wisiały piękne wiktoriańskie lustra oraz obrazy, przedstawiające młode kobiety w strojach z okresu wojny secesyjnej. One były jak królewny, pomyślałam.
       Podeszłam bliżej do wielkiego łoża znajdującego się w centralnej części wielkiej sypialni. Leżało na nim bladobeżowe nakrycie, haftowane na końcach. Całość okrywała kremowa moskietera, pokryta złotym brokatem.
Poczułam się właśnie jak jedna z księżniczek, które widniały na obrazach. A gdzie mój książę? Pomyślałam. Powinien już tu być.